Komisja morderstw

Marcel Sabat: nie być chodzącą wikipedią

– W przeciwieństwie do podinspektora Stasińskiego, młody Dominik nie ma za sobą bogatej przeszłości, z której można by czerpać przy pracy nad rolą. Starałem się więc odkrywać w sobie różne emocje, wrażenia i indywidualne cechy – mówi Marcel Sabat, grający aspiranta Dominika Hertza w serialu „Komisja morderstw”.

Z uwagi na młody wiek, Dominik to beniaminek zespołu Komisji Morderstw…

– Tak, on jest tu przedstawicielem młodego pokolenia przyzwyczajonego do internetu, nowych technologii medialnych i komunikacyjnych. Myśli bardzo racjonalnie, mimo młodego wieku i małego doświadczenia nie ulega emocjom, a przynajmniej ich nie okazuje. Jest uporządkowany i racjonalny.

 Powiedziałeś jednak, że nie chciałeś, by Twoja postać była jednowymiarową, chodzącą, żywą wikipedią…

– Właśnie. W przeciwieństwie choćby do podinspektora Stasińskiego, młody Dominik z oczywistych przyczyn nie ma za sobą bogatej przeszłości, z której można by czerpać przy pracy nad rolą. Starałem się więc odkrywać w sobie różne emocje, odczucia, wrażenia bieżące, cechy indywidualne i nadawać im kształt w roli, aby ją wzbogacić. Oczywiście w ich uruchomieniu bardzo pomagała mi interakcja ze znakomitymi, doświadczonymi partnerami.

Warto, abyś jako najmłodszy z wykonawców przedstawił się trochę widzom…

– Chętnie. Jestem absolwentem wydziału aktorskiego łódzkiej szkoły filmowej. Obecnie jestem aktorem warszawskiego Teatru Kamienica i gram tam w przedstawieniu „My dzieci z dworca ZOO”. Trzy lata temu, na Festiwalu Szkół Teatralnych dostałem nagrodę za rolę w spektaklu „Shopping and fucking”. Moja filmografia jest jeszcze skromna. Pojawiłem się m.in. w serialach „M jak miłość” i „1920. Wojna i miłość”, a za swoją najważniejszą dotąd rolę uważam „Zośkę” w filmie „Kamienie na szaniec” Roberta Glińskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński