Komisja morderstw

Adrian Panek: kryminalne tajemnice Dolnego Śląska

– W „Komisji morderstw” jest intryga kryminalna, policyjna, ale także elementy horroru, thrillera, filmu psychologicznego, dramatu charakterów, historycznych tajemnic, nawet historie miłosne. A wszystko starałem się pokazać w atmosferze tajemnicy, niedopowiedzenia, nawet z delikatną dawką mrocznej poezji – mówi Adrian Panek, który przedstawia wyreżyserowany przez siebie nowy, 12-odcinkowy serial TVP, „Komisję morderców”.

„Komisja morderców”, to czysty gatunkowo serial kryminalny?

– Kryminalny na pewno, ale czy „czysty gatunkowo”? Dziś już raczej nie robi się „czystego” gatunku kryminalnego, wzbogaca się go o różne składniki stylistyczne, narracyjne. Chciałem by miał on możliwie bogatą fakturę. Jest tu więc intryga kryminalna, policyjna, ale także elementy horroru, thrillera, filmu psychologicznego, dramatu charakterów, nawet historie miłosne. A wszystko starałem się pokazać w atmosferze tajemnicy, niedopowiedzenia, nawet z delikatną dawką mrocznej poezji. Bardzo pomogli mi w tym aktorzy i bardzo dobry scenariusz.

Właśnie, aktorzy osiągają sugestywność bardzo na ogół oszczędnymi środkami…

– Różnie bywa w różnych odcinkach, ale generalnie tak jest. Szukałem też aktorów, takich jak świetny Krzysztof Pieczyński, potrafiących nadać swoim postaciom pewną niejednoznaczność.

Popularne kryminalne powieści Marka Krajewskiego o Breslau czyli przedwojennym Wrocławiu i metafizyczne horrory Joanny Bator, a teraz dolnośląskie klimaty „Komisji morderców” w Pana serialu. Dlaczego Dolny Śląsk poniekąd zdetronizował Warszawę, Kraków czy Trójmiasto w roli stolicy tajemniczości po polsku?

– Myślę, że dlatego, iż jak już powiedział kolega współreżyser Jacek Marszewski, na Dolnym Śląsku jest coś z multikulturowości, jako że jest tu i współczesne pasmo polskie, i historyczne pasma niemieckie, czeskie czy żydowskie. Jestem dolnoślązakiem i kiedy po raz pierwszy przyjeżdżałem do Warszawy, miałem wrażenie, że przyjeżdżam do obcego kraju. Na Śląsku jest inna architektura, nawet nieco inna przyroda, bardziej bujna. I dziś mam wrażenie, że Dolny Śląsk jest dla wielu Polaków egzotyczny, nie do końca nasz, a przez to tajemniczy i pociągający. Wspomniane przez pana Warszawa, Kraków i Trójmiasto były centrami tajemnic każde z innego powodu. Trójmiasto lat siedemdziesiątych to była egzotyka morza, portu, marynarzy, handlu i towaru w sklepach „Baltony”. Kraków, to stare trupy w mieszczańskch szafach, a Warszawa to stolica państwa, duże interesy, centrum przestępczości i komisarz Borewicz z „07 zgłoś się”. To już się trochę wyeksploatowało, podobnie jak Zakopane, które także było kiedyś miejscem akcji wielu kryminałów. Tymczasem Dolny Śląsk jest ciągle nieodkryty. W tym serialu trochę go odkrywamy dzięki świetnym zdjęciom Marka Traskowskiego.

Pana film „Daas”, osnuty na zdarzeniach historycznych z XVIII wieku pokazał, że pociąga Pana historia i tajemniczość. W „Komisji morderców” Pan tę fascynację tajemniczością kontynuuje…

– Tak, bo tajemnica jest istotą, kwintesencją narracji. Zazwyczaj śledzimy jakąś historię dlatego, że nie wiemy co będzie dalej, co się jeszcze w akcji wyłoni. Tajemnica jest solą, kwintesencją sztuki, filmowej w szczególności. I wcale nie tylko sztuki filmowej określanej jako popularna, ale i tej bardziej wyrafinowanej.

Planuje Pan w najbliższym czasie jakąś realizację filmową lub telewizyjną?

– Tak i chyba Pana nie zaskoczę, jeśli powiem, że pozostanę w strefie w moich ulubionych klimatów pełnych tajemniczości. Będzie to film „Wilkołak, historia rozgrywająca się w 1945 roku koło Wrocławia. O dzikich dzieciach i dzikich psach.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński