Komisja morderstw

o serialu

Co kryją archiwa Dolnego Śląska?

Co kryją archiwa Dolnego Śląska?

Nowy, dwunastoodcinkowy serial TVP1 opowiada historię grupy policjantów z Wydziału Spraw Niewyjaśnionych. Kryminalne zagadki z przeszłości wpływają na współczesne sprawy, plączą losy ludzi, zmieniają bieg historii, by w końcu tajemnice ukryte w zakamarkach dolnośląskich archiwów wyszły na jaw.

Redbad Klynstra: to ostry manipulant

Redbad Klynstra: to ostry manipulant

Role ponurych indywiduów trzymają się Pana mocno…
 
– Jako aktora bardzo mnie to satysfakcjonuje. To truizm, ale role czarnych charakterów na ogół są znacznie ciekawsze niż postaci zacnych.

Tym razem gra Pan Romana Wernera, guru ponurej sekty…

– Bardzo ponurej, bo podejrzewanej o składanie ofiary z ludzi. Autorzy scenariusza oparli się na autentycznych faktach, na działalności na Dolnym Śląsku sekt w okresie panowania niemieckiego i na pewnej sekcie, która działała tu w latach dziewięćdziesiątych.

A co to za typ indywidualnie, ten Werner?


– Ostry manipulant, mający osobliwy dar wpływania na ludzką podświadomość. Ma badawcze, nieruchome spojrzenie spod powiek, mówi bardzo powoli, cedząc słowa. W ten sposób potrafi skutecznie zawładnąć psychika ludzi. Może niektórzy pamiętają takiego czarodzieja rosyjskiego, który nazywał się Kaszpirowski i w ten sposób mówił. Trochę się na nim wzorowałem. (śmiech)

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński.

Michał Czernecki: z nosem przy ziemi

Michał Czernecki: z nosem przy ziemi

Co „prosty” komisarz Badura robi w tym gronie prawdziwych „Sherlocków Holmesów”?
– To taki typowy policjant, z nosem przy ziemi, taki policyjny „pies” w ludzkiej postaci. To raczej prosty chłopak, który z pewnym sceptycyzmem patrzy na to jak śledczy z Komisji Morderstw unoszą się trochę nad ziemią ze swoimi koncepcjami, ze swoimi fantazyjnymi hipotezami. Tak przynajmniej on uważa.

Rutyniarz?
– Po trosze tak, ale nie rutyniarz w złym tego słowa znaczeniu, czyli ktoś kto pracuje „na pamięć”, byle jak. Raczej w tym sensie, że Badura mocno trzyma się realiów, nie jest skłonny do bujania w obłokach i fantazji.

Ale okazuje się, że „fantazje” Komisji Morderstw często prowadzą na właściwy trop…
– To prawda, ale to nie znaczy, że tacy policjanci jak Badura nie są potrzebni. W większości śledztw potrzebny jest zwykły realizm i zdrowy rozsądek we wnioskowaniu. Gdy potrzeba, tacy zwykli rzemieślnicy jak Badura uzupełniają, wspomagają owych policyjnych „artystów”.

To jakby dwie strony pracy policyjnej…
– Tak i w „Komisji morderstw” obie te strony przeglądają się w sobie jak w lustrze. Ci od „fantazji” przypominają sobie dzięki temu o potrzebie zachowania zdrowego rozsądku w pracy śledczej, a tacy jak Badura był może przy okazji łykają trochę tej fantazji, czasem z pożytkiem dla siebie.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Marcel Sabat: nie być chodzącą wikipedią

Marcel Sabat: nie być chodzącą wikipedią

Z uwagi na młody wiek, Dominik to beniaminek zespołu Komisji Morderstw…

– Tak, on jest tu przedstawicielem młodego pokolenia przyzwyczajonego do internetu, nowych technologii medialnych i komunikacyjnych. Myśli bardzo racjonalnie, mimo młodego wieku i małego doświadczenia nie ulega emocjom, a przynajmniej ich nie okazuje. Jest uporządkowany i racjonalny.

 Powiedziałeś jednak, że nie chciałeś, by Twoja postać była jednowymiarową, chodzącą, żywą wikipedią…

– Właśnie. W przeciwieństwie choćby do podinspektora Stasińskiego, młody Dominik z oczywistych przyczyn nie ma za sobą bogatej przeszłości, z której można by czerpać przy pracy nad rolą. Starałem się więc odkrywać w sobie różne emocje, odczucia, wrażenia bieżące, cechy indywidualne i nadawać im kształt w roli, aby ją wzbogacić. Oczywiście w ich uruchomieniu bardzo pomagała mi interakcja ze znakomitymi, doświadczonymi partnerami.

Warto, abyś jako najmłodszy z wykonawców przedstawił się trochę widzom…

– Chętnie. Jestem absolwentem wydziału aktorskiego łódzkiej szkoły filmowej. Obecnie jestem aktorem warszawskiego Teatru Kamienica i gram tam w przedstawieniu „My dzieci z dworca ZOO”. Trzy lata temu, na Festiwalu Szkół Teatralnych dostałem nagrodę za rolę w spektaklu „Shopping and fucking”. Moja filmografia jest jeszcze skromna. Pojawiłem się m.in. w serialach „M jak miłość” i „1920. Wojna i miłość”, a za swoją najważniejszą dotąd rolę uważam „Zośkę” w filmie „Kamienie na szaniec” Roberta Glińskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Paweł Małaszyński: ten zagadkowy doktor Frejncz

Paweł Małaszyński: ten zagadkowy doktor Frejncz

Doktor Frejncz to jedna z najbardziej tajemniczych postaci serialu…

– Frejncz jest antropologiem, człowiekiem bardzo uczonym, prowadzi własną klinikę. Jest więc także bogaty, a przy tym jest filantropem, prowadzi działalność charytatywną. Owiany jest atmosferą tajemniczości, którą sam chętnie stwarza. Można odnieść wrażenie, że lubuje się w takiej atmosferze, w tym, że jest przez innych tak odbierany. A wyobraźnia innych podnosi tę atmosferę tajemnicy.

Frejncz jest sojusznikiem Komisji Morderstw?

– Tak, w konkretnych sprawach okazuje jej swoją pomoc, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że kryje w sobie albo za sobą jakąś tajemnicę, że ma swoje cele, których nie ujawnia. Można w nim też wyczuć wyraźną skłonność do manipulowania ludźmi.

A kim konkretnie?

– Tego oczywiście nie wyjawię, byłoby to nie fair przede wszystkim w stosunku do widzów serialu. W każdym razie na pewno jest postacią niejednoznaczną, tajemniczą.

Co było dla Pana najciekawsze w pracy przy tym serialu?

– Kiedy przeczytałem scenariusz, wiedziałem już że przyjmę propozycję roli Frejncza. Mimo tego, że ostatnio trochę, zresztą z rozmysłem, odpoczywałem zawodowo od aktorstwa. Ta rola jest po prostu bardzo atrakcyjna do grania, a przy tym inna od większości postaci, które ostatnio grałem. Jak zawsze ciekawym doświadczeniem jest współpraca z twórczym, ciekawym reżyserem i znakomitymi partnerami aktorskimi.

A sama sceneria planów czyli Dolny Śląsk przyniosła Panu ciekawe wrażenia?

– Tak się składa, że trochę znam Dolny Śląsk, bo po pierwsze studiowałem w szkole filmowej we Wrocławiu, a po drugie grałem tu w paradokumentalnym serialu Bogusława Wołoszańskiego „Tajemnica twierdzy szyfrów”. Jednak wiele miejsc zobaczyłem po raz pierwszy w życiu i zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie. To fascynująca część Polski, odmienna klimatem, architekturą od reszty kraju. Poza frapującymi zagadkami kryminalnymi i historycznymi, dodatkową wartością tego serialu jest przybliżenie widzom tej interesującej i ciągle słabo odkrytej krainy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Krzysztof Pieczyński: niejednoznaczność jest mi przypisana

Krzysztof Pieczyński: niejednoznaczność jest mi przypisana

Znany jest Pan z upodobania wyrafinowanych standardów artystycznych. Udział w kryminalnym serialu Pana zadowolił z tego punktu widzenia?

– Ten właśnie zdecydowanie tak. Przeczytałem scenariusz „Komisji morderstw” i po pierwsze spodobało mi się to, że nie jest to format, a po drugie w ogóle scenariusz uznałem za bardzo dobry, wręcz rewelacyjny. Bardzo dobrze napisany, z intrygującą akcją, podszytą historią i z asocjacjami typu „archiwum X”, daleki od jednoznaczności, co bardzo lubię.

Pana postać jest niejednoznaczna?

– Tak, a ja postacie niejednoznaczne nie tylko lubię, ale także często takie grałem i grywam. Najwyraźniej tak widzą mnie reżyserzy. Niejednoznaczność interpretacji jest chyba mojemu aktorstwu przypisana.

Może to po części wpływ tego, że jest Pan także poetą, a to dziedzina sztuki nieodłącznie z niejednoznacznością związana?

– Być może w jakimś stopniu także. Zawsze jednak moją pasją była tajemnica, wieloznaczność, ukryty podtekst. To smak dobrej sztuki i cenny atrybut wcale nie tylko gatunku kryminalnego.

No więc jaki jest podinspektor Maciej Stasiński w Pana interpretacji?

– Zgodnie metryką, także moją prywatną, to już bardzo doświadczony, bardzo profesjonalny i świetnie wyszkolony policjant. Jest dobrze wykształcony, nawet nie wahałbym się go nazwać policyjnym intelektualistą, choć w żadnym wypadku nie eksponuje tego w jakiś efekciarski sposób. Jego inteligencja przejawia się w poszukiwaniu niebanalnych hipotez, na tym, że poprzestaje na policyjnej rutynie, że jest twórczy w swojej profesji. Przy tym wszystkim jest w nim jakaś tajemniczość, coś niejednoznacznego. I nie chodzi tylko o jego dawne relacje prywatne z jego zawodową partnerką Alicją Grześkowiak, w którą wcieliła się Małgosia Buczkowska.

Należy Pan już do seniorów obsady. Jak się Panu pracowało na planie z reżyserami i ekipą aktorską?

  – Wyśmienicie. Nazwisko Adriana Panka było mi znane jako twórcy bardzo ciekawego, artystycznego filmu „Daas”. Już to było dla mnie obietnicą ciekawej współpracy. A praca na planie była rewelacyjna. W najmniejszym stopniu nie przypominała mitręgi, która czasem na planie się zdarza. Atmosfera była swobodna, bardzo koleżeńska, nawet familiarna, tak jakby było to grono, klub fascynatów tego samego tematu. W takiej atmosferze aktor może dać z siebie maksimum. A jeśli do tego ma się tak dobrych i ciekawych partnerów aktorów, to są spełnione wszystkie warunki twórczej pracy. Dodatkowym bonusem była dla mnie możliwość bliższego poznania tak malowniczego – i nomen omen – tajemniczego regionu jak Dolny Śląsk. Ale nie o okazjonalną turystykę tu chodziło. To pomagało w pracy. Muszę powiedzieć, że te magiczne miejsca naprawdę pomagały mi ożywić w sobie wyobraźnię niezbędną do twórczego wykonywania mojego zawodu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Adrian Panek: kryminalne tajemnice Dolnego Śląska

Adrian Panek: kryminalne tajemnice Dolnego Śląska

„Komisja morderców”, to czysty gatunkowo serial kryminalny?

– Kryminalny na pewno, ale czy „czysty gatunkowo”? Dziś już raczej nie robi się „czystego” gatunku kryminalnego, wzbogaca się go o różne składniki stylistyczne, narracyjne. Chciałem by miał on możliwie bogatą fakturę. Jest tu więc intryga kryminalna, policyjna, ale także elementy horroru, thrillera, filmu psychologicznego, dramatu charakterów, nawet historie miłosne. A wszystko starałem się pokazać w atmosferze tajemnicy, niedopowiedzenia, nawet z delikatną dawką mrocznej poezji. Bardzo pomogli mi w tym aktorzy i bardzo dobry scenariusz.

Właśnie, aktorzy osiągają sugestywność bardzo na ogół oszczędnymi środkami…

– Różnie bywa w różnych odcinkach, ale generalnie tak jest. Szukałem też aktorów, takich jak świetny Krzysztof Pieczyński, potrafiących nadać swoim postaciom pewną niejednoznaczność.

Popularne kryminalne powieści Marka Krajewskiego o Breslau czyli przedwojennym Wrocławiu i metafizyczne horrory Joanny Bator, a teraz dolnośląskie klimaty „Komisji morderców” w Pana serialu. Dlaczego Dolny Śląsk poniekąd zdetronizował Warszawę, Kraków czy Trójmiasto w roli stolicy tajemniczości po polsku?